Ślub i Wesele

Mój wieczór panieński!

26 lipca 2018

Dzisiaj chcę Wam opowiedzieć o moim wieczorze panieńskim, który odbył się w zeszły weekend i pokazać kilka zdjęć.  Spodziewałam się wieczoru, a był cały weekend! Przeszedł moje najśmielsze oczekiwania i z całą pewnością będę go miło wspominać przez długie lata.

Wszystko owiane tajemnicą…

…tak do samego końca nic nie wiedziałam. Dziewczyny planowały wszystko za moimi plecami. Dałam mojej świadkowej tylko listę dziewczyn, które chciałabym zaprosić. Tak się składa, że lubię niespodzianki, a po panieńskim jeszcze bardziej! 🙂 We wtorek zadzwoniła moja świadkowa i uprzedziła mnie, że na tę okazję będę potrzebowała białą sukienkę! Wyobraźcie sobie moją panikę, kiedy nie miałam odpowiedniej kreacji w szafie, a do dnia imprezy zostały zaledwie 4 dni! Jeszcze dostałam „naganę”, że nie jestem przygotowana, a przecież wiem, że mam panieński. 🙂 Obiecała też, że więcej informacji da mi w piątek po wyjściu z pracy.

Całe szczęście kiedyś mignęła mi przed oczami biała sukienka, która idealnie nadawała się na tę okazję. Szybko znalazłam ją w sklepie internetowym i sprawdziłam jej dostępność w sklepach stacjonarnych, ale niestety, po dotarciu na miejsce okazało się, że nie ma już ani jednej sztuki w całej Warszawie. Po namowie ekspedientki zdecydowałam się zamówić sukienkę on-line. Pozostało mi tylko cierpliwie czekać na dostawę i trzymać kciuki, żeby dobrze leżała i wpisywała się w charakter imprezy…

Czwartek

W czwartek w końcu dostałam długo wyczekiwaną wiadomość o możliwości odebraniu moich zakupów, sukienka czekała w galerii. Wracając z manicure wstąpiłam do Zary i odebrałam zdobycz. Na całe szczęście w domu okazało się, że sukienka na żywo prezentuje się równie dobrze, jak w Internecie. Trochę przerażała mnie jej długość, ale to pewnie dlatego, że dawno nie nosiłam nic tak krótkiego, wysłałam zdjęcia dziewczynom i wiedziałam, że mogę odetchnąć z ulgą, bo sukienka jest świetna! W trakcie rozmowy z Olimpią dowiedziałam się też, że mam spakować walizkę na cały weekend, bo wypuści mnie od siebie dopiero w niedzielę.

Piątek

Tego dnia nie mogłam usiedzieć w pracy. Ciężko było mi się skupić, ale wiedziałam, że jakoś muszę przetrwać te 8 godzin, a później będę czekać na dalsze wskazówki od Olimpii… Zgodnie z obietnicą zadzwoniła koło 17:00, zastała mnie biegającą po mieście, bo jak zawsze zostawiłam wszystko na ostatnią chwilę i dopiero wtedy robiłam upominki dla dziewczyn z Eos’em w roli głównej. Pech chciał, że drukarka w pracy od dwóch dni była zepsuta, więc musiałam udać się do punktu ksero w mojej dzielnicy. Jakieś drobne w portfelu miałam, ale okazało się, że nie jest to wystarczająca ilość i zmuszona byłam iść do bankomatu. Myślałam, że wygrałam życie i cieszyłam się, że jest tak blisko, ale niestety okazało się, że jest nieczynny. Nie pozostało mi nic innego, jak biec do kolejnego, oddalonego o jakiś 1 km. Kartki udało się wydrukować i w domu byłam koło 18, a u świadkowej w mieszkaniu miałam pojawić się koło 19:30-20:00, umalowana, uczesana, a do tego w białej sukience! Miałam niewiele czasu, a wyglądałam jak zmokła kura po całym dniu i upale, który mi towarzyszył. Musiałam się jeszcze spakować, nie wiedziałam co, zabrałam tylko najważniejsze rzeczy, kosmetyki do pielęgnacji sobie odpuściłam, bo stwierdziłam, że Oli mi przecież pożyczy. W dodatku Damian, który tego dnia z rana wyjeżdżał na swój kawalerski, zabrał suszarkę, jak miałam wysuszyć włosy?! Trochę spięta i poddenerwowana walczyłam z czasem…a suszarkę pożyczyłam od Damiana cioci, która mieszka w klatce obok.

Na Wilanów…

…udało mi się dotrzeć chwilę przed 20:00! Dziewczyny już czekały na miejscu i ciepło mnie przywitały. Przez pierwsze minuty byłam w lekkim szoku, bo trochę kręciły z obecnością i do końca nie wiedziałam, komu uda się wpaść. Okropnie miłe jest to, że tyle osób spotyka się w jednym miejscu specjalnie dla Ciebie, w dodatku tworząc świetny klimat, przygotowując pyszne jedzenie i fajne dekoracje! „Szalona noc Patki”, balony z helem, nieodłączone gadżety z męskim przyrodzeniem i specjalny kieliszek z napisem „Przyszła Panna Młoda” wyczarowały idealny klimat! 🙂

Toasty, jedzenie, picie…

…rozmowy, żarty, wspominki te małe i duże. Miło spędzałam czas i ciągle nie wierzyłam, że to wszystko dla mnie! Nie wszystkie dziewczyny się znały, ale doskonale poradziły sobie z zaklimatyzowaniem się w towarzystwie. Byłyśmy w 7 , brakowało tylko 2 dziewczyn, żałuję, że nie mogły dotrzeć, ale niestety nie było to możliwe z różnych względów. W końcu przyszedł czas na gry i zabawy. Zgodnie z prośbą zasłoniłam oczy i czekałam na dalsze „rozkazy”, jakie było moje zdziwienie, kiedy po odsłonięciu oczu, zobaczyłam na wielkim ekranie telewizora mojego narzeczonego! Okazało się, że wcale nie był w środę na spotkaniu z kolegą, a widział się z Olimpią i nakręcali razem ten filmik. Zabawa polegała na tym, że świadkowa zadawała Damianowi pytanie, ja słuchałam, z końcem jej pytania film był zatrzymywany i tutaj moja rola…musiałam poprawnie odpowiedzieć! Jeśli moja odpowiedź zgadzała się z odpowiedzią narzeczonego, leciałyśmy dalej, ale jak się pomyliłam musiałam pić karniaczki 🙂 Na szczęście nie miałam racji tylko w 2 przypadkach.

 

Były też prezenty!

Po skończonej zabawie w nagrodę zostałam obdarowana przez dziewczyny prezentem. Pomysł z księgą pamiątkową jest naprawdę super! Dziewczyny powklejały do niej nasze wspólne zdjęcia i napisały mi kilka słów od siebie. Sama też mogę uzupełnić księgę zdjęciami z imprezy. Kolejną rzeczą, którą wyjęłam z torebki był bilet do Sopotu dla 4 osób na 7:00 rano w sobotę! Nie wierzyłam własnym oczom i musiałam chwilę ochłonąć…ale jak to?! Jedziemy jutro do Sopotu? Ostatnią rzeczą było seksowne, czarne body idealne na podróż poślubną.

Weekend na plaży…

Piątkowa zabawa trwała do 3:00, wstać na pociąg musiałyśmy o 5:00, sami wyobrażacie sobie, więc jak się czułyśmy i jak ciężko było, ale niesamowicie się opłacało! Piękna pogoda, wakacyjny klimat, totalna beztroska i wspólne towarzystwo sprawiły, że był to jeden z milszych weekendów! Zgodnie stwierdziłyśmy, że taki wypad musimy sobie organizować PRZYNAJMNIEJ raz w roku 🙂

Processed with VSCO with c1 preset

Nie chcę Was już zanudzać, tym, co było dalej. Odpoczywałyśmy, rozmowom nie było końca, a czas płynął wyjątkowo wolno – to tak w dużym skrócie! Tak jak napisałam na samym początku, mój panieński był cudowny i bardzo się cieszę, że mam przy sobie takie wspaniałe przyjaciółki! W końcu to one tak dobrze kombinowały za moimi plecami…:)

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *